Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2015

Szybkie śniadanie

   Już kiedyś pisałam, że płatki owsiane to jeden z najzdrowszych pokarmów. Po koktajlu owsianym (przepis TUTAJ) siostra podzieliła się ze mną przepisem na szybkie śniadanie. I nie kłamała, 2-3 min i sycący posiłek jest gotowy.




piątek, 17 kwietnia 2015

Zdrowo i oszczędnie - drugie życie wody z ziemniaków

   Chodzi dokładnie o wodę z ugotowanych ziemniaków. Do tej pory odcedzając je, wodę wylewałam do zlewu. Aż ostatnim razem mama podpowiedziała mi co można z nią pożytecznego zrobić.

źródło: www.winiary.pl

środa, 11 lutego 2015

Pizza z dodatkiem serca

       Od ponad pół roku jako TutajMamy zasilamy szeregi zespołu Dziecko w Krośnie - zrzeszającego ludzi z pasją, pragnących działać dla dzieci i z dziećmi. Już tradycją się stało, że w każdym miesiącu wesoła banda pełnych energii ludzi robi tematyczne spotkanie dla dzieci właśnie. Któregoś dnia padła propozycja zorganizowania Walentynek dla dzieci i kreatywne dziewczyny wymyśliły!  Dzieci będą samodzielnie robić  pizzę w kształcie serca . Propozycja genialna aczkolwiek nie w każdych warunkach do zrealizowania.

piątek, 7 listopada 2014

Mikstura z żurawiny na odporność

   Jesień za pasem, a co za tym idzie wszelkie zarazki, wirusy i bakterie w natarciu. Co rusz walczę z małym zapchanym noskiem, czerwonym gardłem i tymi biednymi szklistymi oczkami zwiastującymi gorączkę. Tutaj podzieliłam się jednym ze sposobów na walkę z przeziębieniem. Teraz opowiem o kolejnym.

Przez ostatnie dni regularnie podaję moim maluchom syrop z majówek i miksturę z żurawiny. Majówki to kwiaty mniszka lekarskiego zbierane w maju, także teraz to już "po ptokach", ale na wiosnę na pewno wam o tym przepisie przypomnę, abyście i wy byli gotowi na zimę i zrobili sobie zapas tego cennego, złotego miodku.

niedziela, 29 czerwca 2014

Era dżemu truskawkowego

Właśnie nastała w moim domu faza dżemowania. Nigdy dżemów nie robiłam, bo wydawało mi się, że wiąże się to z całym dniem pracy, wielogodzinnym staniem przy kuchni i mieszaniem gotujących się owoców - oj, jak ja się myliłam! 


Do tej pory migałam się jak mogłam, aż w końcu mama przywiozła mi dwie torebki pektyny i powiedziała, że w tym roku czeka na MOJE dżemy z truskawek. Ech, a prawie mi się upiekło - pomyślałam, w końcu sezon na truskawki już się kończył. Nie chciałam się narazić rodzicielce więc posłusznie kupiłam truskawki i słoiki.

 
Mama powiedziała tylko, że mam się trzymać instrukcji z opakowania pektyny i na pewno wszystko mi się uda. Szczerze w to wątpiłam, ale powoli zabrałam się do pracy. Szypułkowanie... ;) Zdecydowanie najgorsza część przygotowań. Gotowe truskawki wrzuciłam do garnka i punkt po punkcie stosowałam się do instrukcji. Nie minęło 15 minut i dżem był gotowy! Byłam tak pozytywnie zaskoczona, że następnego dnia kupiłam kolejne truskawki, bo jak już robić zapasy, to takie, żeby wystarczyły na dłużej. 


Szczerze polecam robienie dżemów z użyciem tej pektyny. Instrukcja na opakowaniu jest jasna i prosta, a dżemy wychodzą idealnie gęste. I ostatecznie spodobało mi się to dżemowanie, teraz czekam aż maliny u mojej babci dojrzeją, a może spróbuję zrobić też dżem z borówek? To jest po prostu bardzo łatwe i smaczne zajęcie.


Kolejnym i też bardzo ważnym plusem robienia dżemów samemu, jest świadomość tego, że wiemy co jest do niego dodane i co ostatecznie jemy. Czy próbowaliście kupić kiedyś dżem bez syropu glukozowo-fruktozowego w składzie? Teraz praktycznie do wszystkiego dodają to dziadostwo. Ja kiedyś podjęłam taką próbę i po dokładnym przeszukaniu regału w sklepie znalazłam taki dżem, ale jego cena.... była dwa razy wyższa od innych. Była na tyle wysoka, że kompletnie nie opłacało mi się go kupować, bo moje dzieci często dżemują kanapki, tosty lub naleśniki więc wiązało by się to ze sporymi nadszarpnięciem budżetu. 

Dżem domowej roboty jest nie dość, że smaczny i zdrowy to i właśnie tańszy od tych sklepowych. To mój kolejny krok w stronę natury. Dodatkowo moje dżemy powstały z lokalnych produktów. Piękne, słodkie truskawki kupiłam z plantacji w Korczynie, pektyna pochodzi od firmy C&G z Jasła, a wytwórczyni dżemu jest z Krosna więc wszystko zostało w "rodzinie" :)

Po wielu prośbach dodaję dokładne informacje:

- truskawki kupiłam od sympatycznego Pana Andrzeja Delimata, który wraz ze swoją rodziną prowadzi plantację w Korczynie, na ul. Dworskiej 23. Truskawki są przepyszne i co najważniejsze, nie pienią się podczas robienia przetworów co jest tylko dowodem na to, że nie są przenawożone :) Truskawki można wcześniej zamówić i odebrać osobiście w Korczynie.

- pektynę produkuje firma C&G z Jasła. Można ją zamówić na Allegro lub w Zielarni internetowej Lawenda oraz sklepie Żuk Pol. W naszym regionie można ją spotkać też w lokalnych sklepach spożywczych.

Asia

niedziela, 22 czerwca 2014

Pietruszki czas

 
Gdy byłam dzieckiem nie lubiłam jej zapachu i smaku. Z zup i sosów wygrzebywałam łyżką zielone, znienawidzone listki. Dopiero w "dorosłym" życiu doceniłam jej charakterystyczną, intensywną woń a przede wszystkim jej cudowne właściwości na dolegliwości związane z zapaleniem dróg moczowych, które są moim słabym punktem-wystarczy, że zmarznę w stopy i już odczuwam dyskomfort... Natka pietruszki należy do ziół oczyszczających nerki i drogi moczowe,  ma czterokrotnie (!) więcej witaminy C niż pomarańcza.
W upalne dni przyrządzam dla siebie napój pietruszkowy.
1 pęczek zielonej pietruszki
1 cytryna lub pomarańcza
 kwaśny cytrynowy smak możesz złagodzić  łyżką miodu
ok 0,5l wody


Porządnie zmiksuj wszystko razem  i wrzuć kilka kostek lodu.


Nać pietruszki można zbierać przez cały rok, jeśli posadzimy w doniczkach w domu. O tej porze pęczek pietruszki kosztuje ok 1zł. Ja korzystam z warzywnego ogródka teściowej - zbieram sobie większą ilość w lecie i zamrażam w foliowych woreczkach.

 zuza

wtorek, 29 kwietnia 2014

Dobre, słodkie i na już! Ciasto czekoladowe w 5 minut

   Była baba na szybko, a teraz proponuję coś jeszcze szybszego :) W sytuacji gdy macie niespodziewanych gość, sąsiadka wpadnie na kawę lub gdy po prostu macie ochotę na coś słodkiego, a w domu akurat nic nie ma... Jest wyjście awaryjne. Przepyszne ciasto czekoladowe, które będzie gotowe w 5 minut! 

Przepisem podzieliła się moja koleżanka Ania, na początku jej nie wierzyłam, że to w ogóle możliwe. Jednak spróbowałam i jestem zachwycona, dlatego i wam chcę go przedstawić :) Konieczna będzie mikrofalówka, bo to w niej "pieczemy ciasto".

Składniki na ciasto:
- 3 łyżki mąki 
- 3 łyżki mleka
- 3 łyżki oleju
- 3-4 łyżki cukru
- 2-3 łyżki ciemnego kakao
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
-  jajko

Wszystkie składniki wrzucamy do miski i mieszamy, aż do uzyskania jednolitej masy. Tak przygotowane ciasto przelewamy do formy (jakikolwiek, raczej mały pojemnik np. salaterka, kubki itp.) i wkładamy do mikrofalówki na 2:30-3 minuty na maksymalną moc (600-800W). Po chwili mamy puszyste, smaczne i aromatyczne ciasto czekoladowe. Im krótszy czas tym jest bardziej miękkie i "mokre", im dłuższy tym bardziej będzie zbite i suche - każdy niech wypróbuje i wybierze swój ulubiony sposób. Ja dodatkowo zaszalałam i polałam je polewą czekoladową - niebo w gębie!


Asia

ps. Polewa nie zdążyła nawet przestygnąć i stężeć, bo wszyscy już czekali z niecierpliwością na swoje porcje :)

sobota, 19 kwietnia 2014

Baba na ratunek

   Sobotnie popołudnie, jutro Wielkanoc, a ty nie masz baby? Zapomniałaś, nie zdążyłaś, nie potrafisz/nie masz warunków? Spokojna głowa, w kilka minut będzie gotowa.

To jest koło ratunkowe na ostatnią chwilę. Zamarzyła mi się w tym roku piękna baba, ale mój piekarnik coś nie teges więc byłam zmuszona do kupienia gotowej. Wybrałam jednak prostą, nieozdobioną, cytrynową babę. Kupiłam jeszcze kilka dodatkowych składników ...





... i po 10 minutach moja baba wyglądała już tak:





Pachnie i wygląda tak smakowicie, że strach ją zostawiać samą w kuchni :)
Baba została ozdobiona lukrem (przepis tutaj) oraz kandyzowaną skórką pomarańczową, ale można wykorzystać też rodzynki czy płatki migdałów - co kto lubi.

Na koniec nasze tegoroczne jajeczka:



Asia

wtorek, 15 kwietnia 2014

SMSowe Alleluja

Nie lubię pisać wiadomości sms. Zazwyczaj. Czasem, gdy brak czasu, albo możliwości na rozmowę to ok, korzystam z tej opcji, ale denerwuje mnie ta presja, że muszę zmieścić się w jak najmniejszej ilości znaków oraz, że każde ę czy ó itd., sprawi, że zamiast 1 smsa wysyłam 2 czy 3. Natomiast zdecydowanie nie lubię wysyłać poprzez sms życzeń, świątecznych, urodzinowych .... Według mnie jest to totalne pójście na łatwiznę, gdzie tworzymy krótki tekst, oczywiście bez polskich znaków i wysyłamy do 20 odbiorców. Ci odsyłają nam podobne, zazwyczaj przepisane rymowanki i niby wszystko cacy? Albo jeszcze wygodniejsze jest wklejenie życzeń na swojej tablicy FB, komu uda się je przeczytać temu teoretycznie je złożyliśmy, sprawa załatwiona. 
Wy lubicie "dostawać" takie życzenia? Ja zdecydowanie lubię te mówione lub tradycyjnie pisane. Po kilku latach przerwy wróciłam do zwyczaju wysyłania kartek z życzeniami. Takich z okazji świąt, urodzin czy zwykłe pozdrowienia z wakacji. Sama uwielbiam dostawać kartki i listy i myślę, że jak ktoś dostanie taką od nas to też się ucieszy. W końcu musimy najpierw iść i kupić wybraną kartkę, potem chwilę podumać nad tekstem, który tam wpiszemy, na koniec musimy udać się na pocztę, aby je wysłać. To już spory wysiłek ;) W ten sposób okazujemy, że odbiorca jest dla nas ważny i, że o nim pamiętamy. Moje dzieci zbierają wszystkie listy i pocztówki jakie dostały, są one dla nich jak skarb, który co jakiś czas wyciągają i wspominają : "O, to jest kartka od cioci Agnieszki znad morza, a ta od babci na urodziny,  ....."




Asia

poniedziałek, 17 marca 2014

Smaczek - przepis na domową wędlinę

    Chyba właśnie z wędlinami mam największy kłopot podczas zakupów, te tańsze są robione z "niewiadomoczego", a te droższe, nie dość, że właśnie drogie, to wytrzymują max 3 dni, po czym są obślizgłe i nadają się tylko do wyrzucenia. Czasem po prostu w ogóle nie kupuję wędliny, bo szkoda nerwów. Ostatnio moja koleżanka Ala podała mi prosty przepis na domowy smaczek. Podobno mówią na to też domowa mielonka. W sklepie zaopatrujemy się w wybrane mięso, np. łopatkę i prosimy o jej zmielenie, chyba, że mamy maszynkę w domu. Wtedy mamy szansę dodatkowo oczyścić mięso z np. żyłek i błonek i dopiero wtedy mielimy. Kupujemy też sztuczne jelito (ok. 0,8 zł/m) oraz bawełniany sznurek (szpulka - 6 zł).



.

Przepis:
- 1 kg mielonego mięsa
- ok. 35 cm jelita
- bawełniany sznurek
- sól, pieprz, czosnek

Jak widzicie składników jest niewiele, ale uwierzcie to wystarczy. Oczywiście można dodać do tego jeszcze np. kminek, paprykę, majeranek czy inne dodatki, które lubicie.

Wykonanie:
Zmielone mięso solimy i pieprzymy do smaku. Dodajemy 4 wyciśnięte ząbki czosnku (można więcej). Dokładnie mieszamy. Jelito z jednej strony zawiązujemy. Mięso wkładamy do jelita, dobrze je ugniatając, aby było jak najmniej pęcherzyków powietrza. Gdy włożymy wszystko, zawiązujemy jak najciaśniej drugi koniec jelita. Tak przygotowane mięso wkładamy do garnka z wodą i gotujemy 60-70 min (licząc od momentu zagotowania wody). I to TYLE :)



Przepis jest prosty, a wykonanie bardzo łatwe. Nasza wędlina będzie bardzo smaczna (stąd nazwa) i aromatyczna. Co najważniejsze - wiemy co jemy :) Smacznego.

Asia


piątek, 14 lutego 2014

Słodkie Walentynki


Nie wiem jak Wy, ale ja lubię to święto :) Mimo, że powinniśmy się zapewniać o naszej miłości na co dzień, mimo, że te wszystkie pluszowe serduszka i przytulanki z napisami "I love you" są trochę kiczowate. I tak je lubię :)

W tym roku kompletnie nie miałam pomysłu, co mogłabym podarować mojemu lubemu z tej okazji, podobnie moja siostra. Aż wspólnie postanowiłyśmy, że co jak co, ale u mężczyzn droga do serca prowadzi przez żołądek :) więc pójdziemy w stronę prezentu jadalnego.


Zrobiłyśmy coś bardzo łatwego, a zarazem smacznego - amoniaczki

Przepis jest bardzo prosty i szybki. Musimy przygotować:
- 0,5 kg mąki
- 2 jaja
- 150 g cukru
- 100 g miękkiej margaryny
- pół szklanki ciepłego mleka
- 2 łyżeczki amoniaku
- cukier waniliowy

Margarynę ucieramy z cukrem. W oddzielnej misce mieszamy mleko z amoniakiem. Potem łączymy margarynę z mlekiem oraz pozostałymi składnikami. Zarabiamy ciasto i wkładamy je na ok. 1 godz do lodówki. Po tym czasie ciasto wyciągamy i wałkujemy dość cienko, bo potem nam jeszcze wyrośnie w piekarniku. Z ciasta wykrawamy dowolne kształty i układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Następnie pieczemy je ok. 10-15 min w nagrzanym do 200 stopni piekarniku. Ciasteczka pieczemy na złoto.

Ok, przepis prosty, taki akurat na nasze umiejętności. Trudniej było z wykrawaniem kształtów, bo koniecznie chciałyśmy serduszka, a nie miałyśmy foremki. Dlatego wykrawałyśmy je nożem. Różnie to było, ale najważniejsze, że wykonane z sercem. Do przygotowań włączyły się też moje dzieci, które tworzyły swoje kompozycje, a przy okazji podskubywały ciasto. 

Gotowe ciasteczka przyozdobiłyśmy lukrem. Kilka na biało, a reszta miała być czerwona. W tym celu kupiłyśmy czerwony barwnik spożywczy. Niestety lukier uparcie robił się tylko coraz bardziej różowy, a nie czerwony. 

Przepis na lukier:
- 1 białko
- sok z cytryny
- cukier puder

Cukru pudru dodajemy do momentu, aż masa osiągnie oczekiwaną przez na konsystencję. 
Lukrowanie było najbardziej czasochłonne. Miałyśmy zapędy na stworzenie różnych napisów na ciastkach, ale za samo pieczenie zabrałyśmy się dość późno więc po prostu brakło nam czasu. Obiecujemy, że w przyszłym roku postaramy się bardziej i powstaną tak piękne i słodkie ciasteczka, że nikomu nie damy ich zjeść ! :)))




Z podanego przepisu wychodzi bardzo dużo ciastek. Wszyscy najedliśmy się do syta (zniknęły już wszystkie, zbyt smakowicie wyglądały), a kilkadziesiąt mój syn wziął do szkoły dla swojej klasy, jako walentynkowa przekąska. Ok, kilka zachomikowałam w super tajnym miejscu, żeby dotrwały do powrotu mojego męża z pracy. Ciekawa jestem jak mój kochany łasuch zareaguje na te walentynkowe serducha :)

Asia