piątek, 6 lutego 2015

Dzień Wielkiej Miłości

        Są dni kiedy jestem wredną babą - jagą. Nieuczynną obrażalską egoistką.  Bo mnie się należy, bo to ja mam rację."Wczoraj to ja wkładałam naczynia do zmywarki! W tym domu tylko ja odkurzam! Wszystko jest na mojej głowie! Nie mam ani chwili dla siebie!". Po wyrzuceniu z siebie z siłą petardy pretensji zapada cisza. Jest foch. Księżna obraziła się, bo... nic nie jest tak jakbym sobie tego życzyła. Być może ma to związek z zespołem napięcia..., a może taki mam charakterek, a może jedno i drugie. A kto wtedy jest najbliżej? Mąż.  Ale czy tak właśnie powinno to nasze wspólne życie wyglądać? Że ma być na moim?


       Mam niezwykłe szczęście, że Los tak pokierował naszymi krokami kilka lat temu, że dane nam było spotkać się. Przy nim zrozumiałam, że bycie razem to patrzenie w jednym kierunku, i że kocha się za nic. Dziś mój mąż jest moim największym przyjacielem. Ale to samo nie przyszło. Zrozumiałam, że ja nie mogę nikogo zmienić... jedynie siebie.
       Ja uwielbiam to uczucie, gdy jestem doceniona za coś. Jestem pewna, że ta druga osoba też to lubi. Więc może nie będę czekać, aż usłyszę wdzięczność za wypełnienie swoich zwykłych życiowych obowiązków tylko wyjdę naprzeciw? Przeszkadzają mi nieumyte kubeczki  - to zmywam ( widocznie jemu nie przeszkadzały). Chcę, żeby zrobił obiad to dzwonie z pracy i mu to mówię ( a nie czekam aż się domyśli -  mężczyzna się nie domyśla). Nie pytam męża jak było w pracy, tylko jak się dziś czuł. Po powrocie z weekendu dziękuję mu, że jechał ostrożnie. Brzmi dziwnie? Nienaturalnie? Tylko za pierwszym razem.
       Dziś zarezerwowałam stolik, na przyszłą sobotę, w restauracji, w której po raz ostatni tylko we dwoje zjedliśmy kolację dzień przed narodzinami naszej córeczki. Sprawdziłam czy nadal serwują danie, które 6 lat temu jedliśmy - ma być dokładnie tak jak wtedy. Z tą różnicą, że zamówiony został stolik... dla trzech osób. Nasza córeczka też będzie z nami w Dniu Zakochanych.
        To tylko kolejna okazja z 365 innych okazji do spędzenia ze sobą czasu. ZE SOBĄ. Nie obok siebie. Tym razem nie wsłuchując się tylko w swoje potrzeby. Pobyć ze sobą z otwartym sercem i umysłem.





zuza


5 komentarzy :

  1. Ostatnio przestałam narzekać i zaczęłam doceniać to co mama. To wiele zmienia i pomaga.
    Świetne macie plany. U nas Oli za mały nie wysiedziałby i nic pewnie byśmy nie zjedli. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zobaczysz jak niesamowicie szybko czas leci - zanim się obejrzysz a będziecie mogli wspólnie robić takie wypady:-)
      zuza

      Usuń
  2. Czasami też potrafię być taką babą - jagą i mam straszne wyrzuty sumienia z tego powodu, tym bardziej że mój mąż stara się jak może i również jest moim najlepszym przyjacielem co bardzo widać w tym szczególnym dla nas czasie kiedy urodziła się nasza pierworodna Wiktoria, która niespełna ma 4 tygodnie i czasem potrafi nam dać nieźle do wiwatu :)
    Pomysł z kolacją jest rewelacyjny, narobiłaś mi ochotę na takie wyjście, ale ja będę mogła sobie na to pozwolić może za rok? :)) Aczkolwiek nie zamierzam nie spędzać Walentynek, wymyślę coś, ale na miejscu w naszym mieszkaniu :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super pomysł - ja tez tak zrobiłam w pierwszym roku po urodzeniu. Miał być serek koperkowy fantazyjnie zawinięty w łososia na przystawkę a wyszło mi jakieś gniazdo z zieloną mazią:-). jakaś przejęta tym byłam wtedy.
      zuza

      Usuń
  3. Wydaje mi się że każda z nas ma takie dni rzadziej lub częściej gdy w pewnym momencie musi wyrzucić z siebie emocje. Ja też tak mam chociaż czasami żałuję i później mowi PRZEPRASZAM...

    OdpowiedzUsuń