wtorek, 29 kwietnia 2014

Dobre, słodkie i na już! Ciasto czekoladowe w 5 minut

   Była baba na szybko, a teraz proponuję coś jeszcze szybszego :) W sytuacji gdy macie niespodziewanych gość, sąsiadka wpadnie na kawę lub gdy po prostu macie ochotę na coś słodkiego, a w domu akurat nic nie ma... Jest wyjście awaryjne. Przepyszne ciasto czekoladowe, które będzie gotowe w 5 minut! 

Przepisem podzieliła się moja koleżanka Ania, na początku jej nie wierzyłam, że to w ogóle możliwe. Jednak spróbowałam i jestem zachwycona, dlatego i wam chcę go przedstawić :) Konieczna będzie mikrofalówka, bo to w niej "pieczemy ciasto".

Składniki na ciasto:
- 3 łyżki mąki 
- 3 łyżki mleka
- 3 łyżki oleju
- 3-4 łyżki cukru
- 2-3 łyżki ciemnego kakao
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
-  jajko

Wszystkie składniki wrzucamy do miski i mieszamy, aż do uzyskania jednolitej masy. Tak przygotowane ciasto przelewamy do formy (jakikolwiek, raczej mały pojemnik np. salaterka, kubki itp.) i wkładamy do mikrofalówki na 2:30-3 minuty na maksymalną moc (600-800W). Po chwili mamy puszyste, smaczne i aromatyczne ciasto czekoladowe. Im krótszy czas tym jest bardziej miękkie i "mokre", im dłuższy tym bardziej będzie zbite i suche - każdy niech wypróbuje i wybierze swój ulubiony sposób. Ja dodatkowo zaszalałam i polałam je polewą czekoladową - niebo w gębie!


Asia

ps. Polewa nie zdążyła nawet przestygnąć i stężeć, bo wszyscy już czekali z niecierpliwością na swoje porcje :)

sobota, 26 kwietnia 2014

Trzecie piętro

     Kilka dni temu córa zapytała: kiedy uszyjesz też dla mnie taką spódniczkę? - Na razie poprzestanę jednak na ubieraniu okien ;-). Czy wiesz że, potoczne określenie "zazdrostka" (oznaczające krótką firankę) pochodzi po prostu od słowa "zazdrościć" - zazdrostka zasłania przed zazdrosnym wzrokiem sąsiadów. Mąż zadaje więc pytania, widząc mnie przy szyciu kolejnych firanek: kto nam zagląda w okna... na trzecim piętrze?!




 





zuza



piątek, 25 kwietnia 2014

W łączkach moc

      Oto wynik mojej nocnej przedświątecznej sesji fotograficznej po zakończeniu szycia zazdrostek dla mojej koleżanki. Nie mogłam się powstrzymać i musiałam przymierzyć na moje kuchenne okna. Nigdy nie przepadałam za kwiatowymi wzorami, ale ta czerwona łączka bardzo przypadła mi do gustu. 


zuza

czwartek, 24 kwietnia 2014

Ćwirki

             Zgadzam się z Asią-wiosna rzeczywiście wyczekiwana. Zresztą jak co roku czekam z utęsknieniem na wybuch zieleni, zapach pierwszej koszonej trawy, kwitnącej magnolii. U mnie na balkonie w bratkach zagnieździły się Kratowniki Groszkowe. Może nie śpiewają zbyt ładnie, ale oko można nacieszyć;-)



zuza

Na kropki i groszki

        ...Poszewek nigdy za wiele...Te groszkowe powstały już jakiś czas temu i szybko znalazły nabywcę.  Teraz czekam na nową dostawę tkanin i niedługo podzielę się z Wami świeżą porcją szycia :-)




Różowe poduchy szybko zaanektowała moja córa do swojego pokoju.



 zuza

środa, 23 kwietnia 2014

TUTU Tiulowe szaleństwo

   Zaczęło się od tego, że kilka miesięcy temu chciałam kupić taką spódniczkę dla Izy. Niestety ceny zwalały z nóg. Co jakiś czas wracałam do nich i tęsknym okiem przeglądałam, aż w końcu narodziła się myśl - sama taką zrobię! Zaczęłam buszować w Internecie i gdy już wiedziałam więcej niż mniej, złożyłam zamówienie na tiule... Listonosz przyniósł mi paczkę o 8 rano. Otworzyłam ją i od razu zaczęłam robić! W piżamie, bez porannej kawy, ale z zapałem jak nigdy. Te tiule były tak piękne, a praca tak łatwa i przyjemna, że nie mogłam się od niej oderwać. Chwila moment i spódniczka była już gotowa. Moja mała tancerka zaaprobowała mój twór, a nawet zamówiła kolejną, ale krótszą :) Kolejne tiule już zamówione, a w głowie mnożą mi się pomysły na kolejne połączenia kolorów, długości, dodatki.... Normalnie szaleństwo!






Asia

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Podróże małe i duże

   Nadeszła wyczekiwana wiosna. Pogoda jest cudowna i świetnie nastawiła nas na wojaże. Mieszkamy w woj. podkarpackim, które obfituje w ogrom atrakcji, zwłaszcza przyrodniczych. Mamy nieprzebraną ilość ścieżek przyrodniczych, szlaków turystycznych i szczytów do zdobycia. Choć nieraz celowo wybieramy dzikie ścieżki, z dala od tłumnie wydeptanych tras. Na wycieczki chodzimy całymi rodzinami, ze znajomymi. Kilka godzin spędzonych na łonie natury, przegadane, przechodzone - to jest to! Chyba najbardziej podobają mi się postoje na odpoczynek, gdzie każdy wyciąga swoje zapasy, pojawia się termos z herbatą, a dzieci nie pogardzą żadną kanapką, nawet taką z pomidorem czy rzodkiewką, choć w domu marudziłyby niemiłosiernie. Celem naszych wędrówek są na razie okoliczne miejscowości, przerabiamy szlaki, które nie raz i nie dwa odwiedzaliśmy podczas rajdów w podstawówce. Czasem ktoś znajomy podpowie nam ciekawe miejsce. Jest ich tak dużo, że odwiedzenie ich zajmie nam chyba kilka lat, ale dla nas to świetna wiadomość - im więcej, tym lepiej. Jeśli wy znacie jakieś fajne miejsca koniecznie dajcie nam o tym znać. Pojedziemy, przejdziemy, a na blogu opiszemy wrażenia i przedstawimy zdjęcia z wycieczki. 


Asia

sobota, 19 kwietnia 2014

Baba na ratunek

   Sobotnie popołudnie, jutro Wielkanoc, a ty nie masz baby? Zapomniałaś, nie zdążyłaś, nie potrafisz/nie masz warunków? Spokojna głowa, w kilka minut będzie gotowa.

To jest koło ratunkowe na ostatnią chwilę. Zamarzyła mi się w tym roku piękna baba, ale mój piekarnik coś nie teges więc byłam zmuszona do kupienia gotowej. Wybrałam jednak prostą, nieozdobioną, cytrynową babę. Kupiłam jeszcze kilka dodatkowych składników ...





... i po 10 minutach moja baba wyglądała już tak:





Pachnie i wygląda tak smakowicie, że strach ją zostawiać samą w kuchni :)
Baba została ozdobiona lukrem (przepis tutaj) oraz kandyzowaną skórką pomarańczową, ale można wykorzystać też rodzynki czy płatki migdałów - co kto lubi.

Na koniec nasze tegoroczne jajeczka:



Asia

wtorek, 15 kwietnia 2014

SMSowe Alleluja

Nie lubię pisać wiadomości sms. Zazwyczaj. Czasem, gdy brak czasu, albo możliwości na rozmowę to ok, korzystam z tej opcji, ale denerwuje mnie ta presja, że muszę zmieścić się w jak najmniejszej ilości znaków oraz, że każde ę czy ó itd., sprawi, że zamiast 1 smsa wysyłam 2 czy 3. Natomiast zdecydowanie nie lubię wysyłać poprzez sms życzeń, świątecznych, urodzinowych .... Według mnie jest to totalne pójście na łatwiznę, gdzie tworzymy krótki tekst, oczywiście bez polskich znaków i wysyłamy do 20 odbiorców. Ci odsyłają nam podobne, zazwyczaj przepisane rymowanki i niby wszystko cacy? Albo jeszcze wygodniejsze jest wklejenie życzeń na swojej tablicy FB, komu uda się je przeczytać temu teoretycznie je złożyliśmy, sprawa załatwiona. 
Wy lubicie "dostawać" takie życzenia? Ja zdecydowanie lubię te mówione lub tradycyjnie pisane. Po kilku latach przerwy wróciłam do zwyczaju wysyłania kartek z życzeniami. Takich z okazji świąt, urodzin czy zwykłe pozdrowienia z wakacji. Sama uwielbiam dostawać kartki i listy i myślę, że jak ktoś dostanie taką od nas to też się ucieszy. W końcu musimy najpierw iść i kupić wybraną kartkę, potem chwilę podumać nad tekstem, który tam wpiszemy, na koniec musimy udać się na pocztę, aby je wysłać. To już spory wysiłek ;) W ten sposób okazujemy, że odbiorca jest dla nas ważny i, że o nim pamiętamy. Moje dzieci zbierają wszystkie listy i pocztówki jakie dostały, są one dla nich jak skarb, który co jakiś czas wyciągają i wspominają : "O, to jest kartka od cioci Agnieszki znad morza, a ta od babci na urodziny,  ....."




Asia